Zacząć chciałbym od przeprosin za sporą przerwę w publikacjach na blogu. Spiętrzyło się kilka problemów techniczno-terminowych, i postanowiłem że z kolejnymi tekstami poczekam do całkowitego ich rozwiązania, zamiast kombinować półśrodkami. Teraz już wszystko gra i buczy, a artykuły będą ukazywały się regularnie. Zaczynam od testu, który przeleżał "w szufladzie" ze dwa miesiące. Co zresztą dobrze widać na zdjęciach.
Tytułowy „spacer” jeszcze pasuje do panasonicowego zooma 24-105 mm, bo już „spacerek” nie bardzo. Z taką niezobowiązującą przechadzką nijak nie kojarzy się 700 g żywej wagi tego szkła. Zresztą 12 cm długości i średnica gwintu na filtry 77 mm też nie. Ale nie ma co narzekać, bo konkurencja od Canona i Sony prezentuje się pod tymi względami identycznie. Taki jest, jak widać, aktualny trend w „spacerówkach”, czy też „szkłach do kotleta”, jeśli ktoś woli.
Chcemy mieć lżej? Skorzystajmy z niedużych aparatów: Canona RP, Sony A7C lub Panasonica S5. Mi jednak strzeliło do głowy zrobić test na 47 megapikselach, i skorzystałem z Lumixa S1R. Przyszło mi nosić niemal 1,8 kg, ale przyznam, że wolę wygodny, choć trochę za duży i za ciężki aparat, niż za mały. Tak, piję do Sony A7C, bo EOS RP pod względem ergonomii sprawdził się przyzwoicie w moim teście canonowskiego RF 24-105/4.
Tak więc, jasne już jest, że testowany obiektyw to spory i raczej ciężki… ten, no… instrument.


