środa, 29 kwietnia 2015

TEST: Manfrotto – głowica MHXPRO-3WG na najnowszym statywie 055

Jaka piękna para!


     Obiecałem, więc testuję. Miesiąc temu na łódzkich targach Film Video Foto po raz pierwszy miałem okazję pobawić się tą zębatkową głowicą i urzekła mnie ona pomysłowością swych rozwiązań, zgrabnymi kształtami, wręcz elegancją. Ale wiadomo, że nie to w głowicy najważniejsze, a szczegóły często wychodzą dopiero w praniu. Wziąłem się więc za to pranie i wypożyczyłem ową głowicę z Foto7. Na czymś wypadałoby ją umocować. Manfrotto dedykuje tę głowicę do statywów serii 190, a ja niby nawet mam swój własny, nieco już zabytkowy, ale zbliżony 290. Jednak uznałem, że przyda się coś troszkę cięższego. Stąd pomysł na klasyczną klasykę, czyli 055 w najnowszej wersji MT055XPRO3.



Testowany zestaw w pełnej okazałości. No, właściwie
to nie w pełnej, bo nie wysunąłem kolumny.
Pozwala ona podnieść głowicę z aparatem o 30 cm
zachowując przy tym przyzwoitą sztywność. Bez wysuniętej
kolumny miałem wizjer lustrzanki na wysokości nieco
ponad 160 cm – akurat dla osób mierzących 180 cm
lub trochę więcej. No chyba, że zamierzamy aparat pochylić
mocniej w dół – wówczas przydałoby się nam jeszcze kilka
centymetrów wzrostu. Albo uchylny wizjer i działanie w LV.
A, jeszcze jedno: kolumna nie jest okrągła, więc możemy
regulować jej wysunięcie bez obaw, że aparat obróci się
wokół osi pionowej.
     I to od statywu zacznę, choć właściwie test miał dotyczyć wyłącznie głowicy. Od statywu, bo ten 055 bardzo mi się spodobał. Może jest w tym trochę nostalgii - to właśnie z tej rodziny pochodził mój pierwszy poważny statyw, kupiony nieco ponad ćwierć wieku temu. To był trochę inny 055. Na przykład kolumna centralna nie była „kładziona”, ale za to teleskopowo wydłużana, co pozwalało uzyskiwać bardzo niską pozycję zdjęciową aparatu. Z tym, że w pełni wysunięty teleskop zdecydowanie nie grzeszył sztywnością – delikatnie mówiąc. Jednak sporo parametrów i wówczas i obecnie, prezentuje się bardzo podobnie. Nośność, wysokość z wsuniętą i wysuniętą kolumną, kilka pozycji rozłożenia nóg wraz z niemal całkowitym „na płasko” – to się nie zmieniło. I dobrze, bo pierwotna filozofia tej serii statywów bardzo leży szerokiej rzeszy fotografujących. Do tego stopnia, że każda zapowiedź producenta dotycząca odmłodzenia produktów, skutkuje feedbackiem: „róbcie co chcecie, ale 055 nie tykajcie!”. Stąd  na przykład wersje bez kładzionej kolumny.


Jedno z najświeższych unowocześnień:
wygodne i pomysłowe, wykonywane
jednym palcem odblokowanie „pełnego”
wysuwu kolumny centralnej,
pozwalającego położyć ją poziomo.






    Jednak unowocześnień oraz opcji i tak nie brakuje. Pojawiają się wersje 3- oraz 4-sekcyjne – te ostatnie krótsze w pozycji transportowej. Jest też „terenowa” opcja malowana na oliwkowo. Mamy nawet poziomnicę – w obecnych modelach 055 można ją obracać wokół kolumny. Od dawna produkowane są wersje z nogami wykonanymi z włókna węglowego. Ja do testu wybrałem aluminiową, gdyż dla mnie „carbon” jest w tym wypadku przerostem formy nad treścią. Mniejsza o pół kilograma masa wymaga bowiem zapłacenia dwukrotnie więcej niż za wersję metalową. Z pewnością znajdą się jednak tacy, dla których to wcale nie za wysoka cena. Te pół kilograma, które trzeba taszczyć w wysokich górach to czasem bardzo dużo. Można sobie tego oszczędzić albo też zamienić na jedną czy nawet dwie stałki. Albo butelkę wody.

   Bardzo ładne te srebrzyste przyciski blokady kąta pochylenia nóg. Wzornictwo statywu tylko na tym zyskuje. Ale mi one nie pasują. Ileż to naoklejałem się czarną taśmą jasnych elementów aparatów, obiektywów, statywów i ich głowic, by nie odbijały się w fotografowanych przedmiotach! Bardzo poprosiłbym o CAŁKIEM CZARNĄ wersję 055.
    Są też nowe, już mniej błyszczące dźwignie mimośrodowych zacisków wysuwu nóg. Obsługuje się je znacznie wygodniej i wymagają mniejszej siły niż starsze wersje. Przy tym można je podważać z jednej strony albo naciskać z drugiej. Bardzo to pomysłowe, ale muszę przyznać, że po dwóch tygodniach współpracy z tym statywem nadal nie potrafię ich używać intuicyjnie i bez kontroli wzrokiem. Muszę spojrzeć i dopiero wiem, że z tej strony się je podważa, a z tej naciska.

     Dwie nogi mają gumowe nakładki poprawiające chwyt przy przenoszeniu statywu oraz izolujące ręce od metalu – to oczywiście zaleta mroźną porą. Drobny minus: zbyt mała odległość nóg od kolumny centralnej gdy statyw jest złożony, wymaga odgięcia jednej z nóg gdy chcemy nieść statyw za nogę.

     Przydatne drobiazgi: gwint dla akcesoriów, np. ramienia z monitorem albo oświetleniem oraz hak-ucho dla przymocowania paska, lub podwieszenia obciążenia statywu.


     Uzupełnię jeszcze, że w tej samej stylistyce produkuje się też statywy lżejszej serii 190. Dawniej były to konstrukcje zdecydowanie uboższe od 055, a teraz również im przysługuje kładziona kolumna centralna, poziomnica oraz mimośrodowa blokada wysuwu nóg.

   Statyw w pozycji do fotografowania „kwiatków i motylków”, czyli z położoną kolumną i głowicą tuż nad ziemią. Przy tak solidnym aparacie jak na zdjęciu, kolumny lepiej nie wysuwać do przodu. Prawym zdjęciem wybiegam naprzód, do opisu możliwości głowicy. Aparat musiałem bowiem zamontować na niej tył na przód, bo do tyłu odchyla się ona tylko o 20°, a tu potrzebowałem 60°.

     Na koniec kilka danych technicznych: długość w pozycji transportowej to 61 cm, wysokość z wsuniętą / wysuniętą kolumną – 140 / 170 cm, wysokość minimalna (z położoną kolumną) – 9 cm, masa – 2,5 kg, nośność 9 kg. Dane dotyczą testowanej przeze mnie wersji trzysekcyjnej. Z tym, że ta czterosekcyjna produkowana jest obecnie wyłącznie z węglowymi nogami. A skoro już o produkcji mowa, to muszę dodać, że statyw ten, zresztą głowica też, to nie żadna chińszczyzna, a Prodotti di Italia. 

       No i doszliśmy wreszcie do głowicy 3WG. Na zdjęciu obok widać ją z dobrze zaprezentowanymi trzema pokrętłami do obrotów wokół trzech osi. Od prawej: wokół osi pionowej (czyli ruch lewo – prawo), osi równoległej do osi obiektywu (pochylanie aparatu na boki) oraz poprzecznej (czyli ruch góra – dół).
     Z pewnością niektórym tak skomplikowane działania dla ustawienia kierunku fotografowania wydają się niewyobrażalnie skomplikowanymi i niecelowymi. Ba, może nawet nie niektórym, a bardzo wielu – sądząc po popularności głowic kulowych. Inni powiedzą: rozumiemy, że głowice kulowe nie zapewniają precyzji, ale przecież są jeszcze klasyczne, „wajchowe” głowice trzykierunkowe. Czy one nie wystarczą? Owszem, bardzo często tak, ale w niektórych gatunkach fotografii bardzo dokładne ustawienie kierunku widzenia obiektywu wymaga specjalnych działań. Makrofotografia, reprodukcje, zdjęcia architektury, czasem fotografia produktowa – tu chyba najczęściej. Ja sam przekonuję się o tym za każdym razem gdy testuję obiektyw i muszę z superdokładnością trafić w tablicę testową. Mam bardzo solidną, trzywajchową głowicę 029, a i ona nie satysfakcjonuje mnie w pełni. Przy mocniej niewyważonych zestawach aparat + obiektyw zdarza się, że samo dokręcenie wajchy powoduje minimalny obrót głowicy. Minimalny, ale w tej sytuacji znaczący, a to wymaga ustawiania aparatu niecelnie, z poprawką, tak by dokręcenie korygowało błąd. A chyba nie o to chodzi, prawda?

     Starsze zębatkowe siostry tej głowicy noszą normalne nazwy: 400, 405, 410. A tu ktoś wpadł na pomysł z tym MHXPRO-3WG. Niby ma to sens, bo MH pewnie wzięło się od Manfrotto Head, XPRO to aktualnie panująca seria sprzętu, a 3WG oznacza 3-Way Geared. Może po prostu chciano wyróżnić te głowicę od innych, bo są ku temu powody. Pierwszy i zasadniczy: wykonano ją z tworzyw sztucznych. Plastikowe Manfrotto – tego jeszcze nie było! Jasne, to nie żaden polistyren, a technopolimer, ale wielu użytkownikom statywów tego producenta trudno to będzie przełknąć. Głowica ma jednak deklarowaną nośność nieznacznie tylko mniejszą niż poziom wyżej pozycjonowany model 410: 4 kg w porównaniu z 5 kg. Za to przewyższa ją niektórymi cechami eksploatacyjnymi. Pierwsza i podstawowa, to o wiele wyższa wygoda obsługi. W 410 przejście do szybkich obrotów wymaga obrócenia wąskiego pierścienia przy danym pokrętle, a ustawianie precyzyjne odbywa się za pomocą zdecydowanie za krótkich pokręteł. Jak to wygląda w 3WG, prezentują zdjęcia poniżej.


Źródło: Manfrotto
  Ściśnięcie rozpychanych sprężyną pokrętła i dźwigienki to bardzo naturalny i intuicyjny sposób na rozłączenie mechanizmu zębatego. Równie wygodne jest obracanie dość długiego pokrętła dla dokładnego ustawienia kierunku fotografowania. W porównaniu z 410 komfort pracy jest o niebo wyższy. Zresztą nie tylko z powodu pokręteł. Przyczyną jest także wygodniejsza do przykręcenia do aparatu płytka 200PL. Nie mówiąc już o jej popularności. Powód kolejny, to obecność aż trzech poziomnic oczkowych. Jedna pomaga wypoziomować statyw (jeśli ten nie ma własnej poziomnicy), a dwie służą do ustawienia samego aparatu – jedna przy kadrach poziomych, druga przy pionowych. A biedna 410 ma tylko jedną – do ustawiania aparatu przy kadrach poziomych. Po trzecie, 3WG jest niemal dwukrotnie lżejsza – 0,75 kg, w porównaniu z 1,4 kg. Przy tym kosztują one podobnie: tę testowaną można kupić już za 630 zł, a 410 za 680 zł.

     Czyli co, tylko biec i kupować tę 3WG? Nie bardzo. Lekkość lekkością, wygoda wygodą, zaawansowanie zaawansowaniem, ale jest jeszcze jedna bardzo istotna cecha: sztywność. Bo głowicy zębatkowej nie kupuje się do małego i lekkiego aparatu. Na niej ma być mocowana lustrzanka, często któraś z tych poważniejszych, z dołączonym, czasami ciężkim, obiektywem. A taki zestaw nie zawsze można zamocować na statywie tak, by był dobrze wyważony. I w tym cały problem.


     Nikon D300 z gripem i zoomem 70-200/2,8 ma masę dokładnie 3 kg, czyli wyraźnie poniżej deklarowanego dla tej głowicy maksimum. Jednak ten zestaw jest wyraźnie „ciężki na ogon” – jak powiedziałby pilot. To z powodu gripa, który nie pozwala przymocować płytki poprzez tylny otwór w stopce statywowej obiektywu. Jaki jest skutek mocowania poprzez przedni otwór, widać na filmie. W drugiej jego części, gdy obserwujemy próbę podnoszenia ciężkiego tyłu zestawu aparat + obiektyw, widać jak zębatki najpierw zsuwają się z siebie, a dopiero potem głowica rusza. Całe szczęście, problem ten występuje wyłącznie gdy podnosimy ciężki tył. Gdy zestaw jest „ciężki na dziób”, próba podniesienia obiektywu powoduje dociskanie się zębatek do siebie, co wręcz ułatwia działanie przekładni. A w przypadku w miarę dokładnego wyważenia sprzętu na głowicy, problem w ogóle nie pojawia się. Jednak nawet dobre wyważenie nic nie pomoże, gdy aparat i obiektyw charakteryzują się dużym momentem bezwładności – tak jak tu. Wówczas nawet lekkie dotknięcie sprzętu, podmuch wiatru, czy drgania podłoża, skutkują wyraźnymi drganiami całego zestawu – całe szczęście, szybko wygaszającymi się. I jeszcze jedna sprawa, o której trzeba pamiętać. Po zgrubnym ustawieniu kierunku, gdy zwalniamy chwyt na pokrętle i dźwigni, zębatki wcale nie muszą być ustawione tak, by ich zęby i wręby wpasowały się w siebie. Dość często nie trafiają dokładnie, a pierwszy ruch pokrętłem powoduje, że gwałtownie wskakują na swoje miejsca, i aparat z obiektywem obraca się trochę. To niemiłe zjawisko, któremu możemy zapobiec poruszając aparatem po zgrubnym ustawieniu kierunku fotografowania. Ale czy o takie komplikacje nam chodzi, gdy kupujemy głowicę do precyzyjnego ustawiania aparatu?
     Gdy ten sam zestaw postawiłem na głowicy 410, wrażenia były zgoła odmienne. Wystarczyła chwila i już wiadomo było co to znaczy solidny kawałek magnezowego odlewu i przekładnia na działanie której nie wpływa rozkład ciężaru aparatu i obiektywu. W tym wypadku o drganiach nie ma mowy, a niewyważenie w żadnym stopniu nie utrudnia precyzyjnego ustawienia kierunku patrzenia obiektywu. W porównaniu z 3WG, głowica 410 sprawia wrażenie wręcz pancernej konstrukcji. A to przecież nie jakieś wielkie halo i poważna głowica super-pro, a raczej klasa średnia. W każdym razie w Manfrotto.

     Wytęż wzrok i znajdź wszystkie poziomnice. Tak, są aż cztery, a to naprawdę dużo jak na średniej klasy statyw i głowicę z niezbyt wysokiej półki. Wiadomo, dwie z nich mają identyczne zadanie pomocy w poziomowaniu statywu. Ale producent woli dmuchać na zimne i zakłada, że ktoś może kupić głowicę 3WG ze statywem nie mającym własnej poziomnicy albo odwrotnie.

     No i jeszcze jedno: widzimy, że ta głowica korzysta z płytki 200PL – podobno najpopularniejszej na świecie, co ułatwia wymienne korzystanie z różnych głowic, nie tylko Manfrotto.


     Na lewym zdjęciu widzimy głowicę od tyłu, z podziałką pokazującą kąt obrotu na boki, maksymalnie 20° w prawo i 90° w lewo. Te 90° niby pozwala ustawić aparat do kadru pionowego, ale nie ma ani trochę zapasu na skorygowanie niezbyt pionowego ustawienia samego statywu. Ciekawe, że widoczna na prawym zdjęciu identyczna skala kątów pochylenia aparatu przód – tył, takich ograniczeń nie wykazuje. Do tyłu mamy jeszcze zapas kilku stopni poza skalę, ale już w dół możemy poza skalę wyjść aż o 45°! Po co? Na przykład gdy z jakichś powodów chcemy fotografować trochę do góry, gdy mamy położoną kolumnę. Oczywiście musimy wtedy zamontować aparat tył na przód. Zresztą tę samą metodę stosujemy przy pionowym położeniu kolumny, gdy chcemy podnieść obiektyw o więcej niż 20°.

     Na obu powyższych zdjęciach świetnie widać znaczniki do obu skal pochyleń, ale to wyłącznie skutek ostrego bocznego oświetlenia. W innych warunkach znaczniki te, jako czarne na czarnym, są kompletnie niewidoczne. Każdemu chętnemu na tę głowicę, polecam więc jako pierwszą czynność dokonaną po zakupie, kapnięcie na nie kropelką białej farby.

     Czyli co, jednak trzymać się z daleka od 3WG? W żadnym razie! To wspaniała głowica, tyle że trzeba znać jej ograniczenia. Przy jej wyborze kierować się należy nie tyle ciężarem sprzętu, a momentem jego bezwładności i wyważeniem. Wystarczy, że będziemy korzystali z gniazda statywowego na spodzie aparatu i już wiemy, że zębatki nie będą się nam „rozjeżdżały”. Pracujemy tylko niezbyt długimi (fizycznie) obiektywami? Już zmniejsza się prawdopodobieństwo wpadnięcia w drgania. Tak więc zdjęcia architektury, fotografia stolikowa, makro – tu wszędzie głowica świetnie się sprawdzi. Długa, jasna optyka używana w plenerze? Już gorzej, ale gdy da się ją wraz z aparatem dobrze wyważyć, ewentualne problemy można zdecydowanie ograniczyć. Pomimo więc, że sam bym sobie tej głowicy nie kupił, podoba mi się ona i polecam każdemu, kto żąda wygody i precyzji w doborze kierunku patrzenia obiektywu.


Podoba mi się:
+ uniwersalność i dopracowanie statywu
+ koncepcja i ergonomia głowicy
 
Nie podoba mi się:
- zbyt delikatna mechanika głowicy

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz