wtorek, 14 września 2021

O, jaki fajny Nikkor! Canon też nie od rzeczy.

     Racja, Canon oficjalnie zaprezentował dziś więcej sztuk sprzętu, ale to Nikkor (a raczej Nikkorek) wydał mi się ciekawszy. To taki nieco grubszy niż ustawa przewiduje naleśnik 40 mm f/2, przeznaczony oczywiście do systemu Z. Grubszy, gdyż długi na „aż” 4,5 cm, ale że jego średnica wynosi 7 cm, więc określenie naleśnik mu przysługuje.
     Teraz kolej na cztery parametry z którymi dobrze komponuje się słowo „zaledwie”: masa 170 g, mocowanie filtrów 52 mm, 6 soczewek w układzie optycznym, cena sugerowana 1249 zł. No, to i tak o wiele drożej niż ceni się nieśmiertelny Canon 50/1.8 STM, ale premiery firmowego szkła tak taniego jak Nikkor dawno nie widzieliśmy.
     Na niedużą masę z pewnością wpłynęły oszczędności materiałowe, choć pewien jestem wyłącznie co do plastikowego bagnetu. Co nie znaczy, że narzekam. Bardziej boję się o poziom winietowania. Obudowa Nikkora jest uszczelniona, a pierścień ostrości może służyć także innym funkcjom.
     Wśród soczewek są dwie asferyczne, a pomiędzy nimi umieszczono 9-listkową przysłonę. Gdzieś obok czai się szybki i podobno absolutnie bezgłośny silnik ustawiania ostrości. Przy tym Nikkor deklaruje brak efektu oddychania (zmiana kąta widzenia przy zmianie odległości ostrzenia), co w sumie ma spodobać się filmowcom.
     A już wszyscy powinni się cieszyć z obietnicy, że nowy Nikkor „gwarantuje piękną ekspresję obrazu, ale jest też świetny do codziennego fotografowania”. Nie wiem co to dokładnie oznacza, ale brzmi zachęcająco. W każdym razie na tyle, że już ustawiłem się w kolejce do testu tego szkła.

     No dobrze, a co Canon?

czwartek, 9 września 2021

Sigmo, 100 lat!

Tak to wyglądało na początku...
     Dziś Sigma obchodzi 60 urodziny, i wcale nie myśli o emeryturze. Wręcz przeciwnie, rozkręca się. Od czasu wprowadzenia filozofii Global Vision jesienią 2012 roku i pojawienia się rodzin optyki Art, Sport i Contemporary, obiektywów Sigmy już nie wypada nazywać kundlami. Kilka kolejnych lat i Sigma już nie naśladuje, nie szuka luk w ofercie konkurencji, a zaczyna wyznaczać trendy i poziomy wysokiej jakości. Nie ona goni firmowe szkła, a Canon, Nikon, czy Sony gonią ją. Wspominałem o tym na blogu pół roku temu z okazji premiery bezlustrowego obiektywu 35 mm f/1.4, a te słowa świetnie pasują do dzisiejszego jubileuszu.

czwartek, 2 września 2021

Fujifilm GFX 50S II, czyli wszystko już było

     Każdy element, każdy kształt i każdy parametr nowego średnioformatowego Fuji już znamy. Znamy, gdyż producent tworząc GFX 50S II skorzystał wyłącznie z tego, co już miał na stanie. Czasem było to co najlepsze w magazynie, czasem wręcz przeciwnie. Niemniej w żadnym wypadku nie można zaprezentowanemu dziś aparatowi odmówić miana nowości. Po prostu ta nowa mieszanka cech i właściwości ma sens. No, z pewnością nie każdemu podpasuje, niemniej wygląda interesująco.

poniedziałek, 23 sierpnia 2021

„Wystarczy wyjechać na wakacje…

     … a premiery walą jedna za drugą”. Dwa lata temu zatytułowałem w ten sposób artykuł o „przegapionych” z powodu urlopu nowościach sprzętowych. Tytuł przypomniał mi się dziś, gdy po drugim już letnim wyjeździe o takich nowościach ani słychu. OK, coś tam cichutko szeptało: podczas lipcowej części moich wakacji objawiło się drugie wcielenie pentaxowskiego APSowego 16-50 mm f/2.8. Kosztowne to szkło, a w ciemno mogę zagwarantować, że zostało ono lepiej dopracowane niż pierwsza wersja sprzed piętnastu lat.

     Pomiędzy moimi wyjazdami Tamron pokazał ciekawy, bardzo jasny zoom 35-150 mm f/2-2.8, a Sigma długie tele 150-600 mm f/5-6.3 z rodziny Sport. Liczyłem, że druga część urlopu zaowocuje mnogością premier, ale nic z tego. Prawie nic.

sobota, 14 sierpnia 2021

TEST: Nikkor Z 24-200 mm f/4-6.3 VR. No, nareszcie!

     Pierwsze „nareszcie” stąd, że udało mi się przetestować ten obiektyw. Rzecz planowałem na poprzednie wakacje, sądząc że skoro premiera zooma miała miejsce w lutym, to do lata w polskim Nikonie z pewnością pojawią się egzemplarze prezentacyjne. Nic z tego, pierwsze przybyły we wrześniu, więc odpuściłem sobie testowanie. Bo skoro zoom wakacyjny, to wypadałoby testować w wakacje. Racja, gdyby takie obiektywy pojawiały się masowo, zmieniłbym sposób działania. Jednak o masowości nie ma mowy, stąd wakacji spokojnie starcza na przetestowanie konstrukcji pojawiających się w ciągu całego roku.  

     Obecnie nie było problemu z dostępnością Nikkora 24-200, a na dokładkę udało mi się go wypożyczyć w komplecie ze świetnie do niego pasującym aparatem, czyli Nikonem Z5. To niby bezlustro z niskiej półki, ale w wielu aspektach podciągnięte do poziomu aktualnych nikonowskich „szóstek” i „siódemek”. Ma dwa sloty kart pamięci UHS-II, mikrojoystik AF, uszczelnienia, migawkę szczelinową 1/8000 s, wygodny i duży uchwyt. Są też i oszczędności, np. starsza 24-megapikselowa matryca rodem z D750, ekran o obniżonej rozdzielczości, silny crop przy filmowaniu 4K, zdjęcia seryjne zaledwie 4,5 klatki/s. Nie jest tak tani jak Canon RP, ale też ma znacznie większe możliwości. Przy tym ceną daleko mu do odpowiedników Sony; plasuje się mniej więcej w połowie drogi pomiędzy wspomnianym Canonem, a Sony A7c. Całkiem przyjemnie mi się nim fotografowało, choć przyznaję, że nie podbił mojego serca. Ale to tak na marginesie, by zwrócić waszą uwagę na ten, niewątpliwie ciekawy, aparat.
     Wracam do Nikkora 24-200. Na początku wstępu wspomniałem o pierwszym „nareszcie”, czas więc na drugie. Nie, nie ma tak dobrze! Drugie napotkacie dopiero pod koniec artykułu.

sobota, 7 sierpnia 2021

W Olympusie całkiem cicho? Skądże!

      Racja, nie w Olympusie, a w OM Digital Solutions. Ale skoro na sprzedawanych aparatach nadal widnieje logo Olympusa… No właśnie, jeszcze tam jest, ale ma zniknąć. Czy raczej znikać. Powoli i stopniowo. Podobno proces znikania zaplanowany jest na okres kilku lat.
     Ciekawe, czy zamiana logotypu będzie następowała na bieżąco, czyli tylko wraz z wchodzeniem na rynek nowych modeli? Myślę, że to drugie. Znaczy, nie wystąpi sytuacja, gdy któraś kolejna partia aparatu / obiektywu, będzie już sygnowana OM DS zamiast Olympusem. 

      Informacja o zamianie logo pojawiła się jednocześnie z przeciekami o bliskich premierach sprzętowych. Stąd moje podejrzenie, że nowy aparat oraz nowy obiektyw już nie będą Olympusami.
     Aparat ma być następcą E-M1X, ale posiadającym formę E-M1 III. W sumie oznacza to utrupienie giganta, i umieszczenie w linii jednego tylko modelu flagowego. Wow!, że też nie wpadli na to od początku. Tak, „wow!” – przecież OM Digital Solutions od dawna zapowiada „premierę wow!”. To chyba ma być ta.

     To o aparacie, a ma się jeszcze pojawić obiektyw, podobno pionier całej serii szkieł. Niby zwykła stałka, ale wygląda na to że wymyślona wedle nowej koncepcji. Po pierwsze ma mieć światło f/1.4. Tego w Olympusie m4/3 jeszcze nie grali. Jego (te jaśniejsze) stałki – tak, nowe szkło nie będzie zoomem – miały otwór f/1.8-2 albo f/1.2. Tu wchodzi nowa liczba, i tylko ciekawe czy jest to zamiana / przesunięcie z f/1.8 na f/1.4 i zapowiedź modeli f/1, czy nowa seria ma współistnieć z bieżącymi?
     Po drugie, obiektyw ma mieć ogniskową 20 mm. To też nowe podejście, gdyż Olympus i Panasonic zasadniczo, poza nielicznymi wyjątkami, nie powtarzały nawzajem ogniskowych swoich obiektywów. A „dwudziestka” jest przecież u Panasa „od zawsze”. Racja, ona ma światło f/1.7, więc o żadnym powtórzeniu nie będzie mowy. No i bardzo życzyłbym sobie napędu AF mniej prymitywnego niż w lumixowym szkle.

     Bardzo liczę, że informacje o nowych premierach okażą się prawdziwe. Nawet jeśli kosztem ma być zniknięcie logo Olympusa…

sobota, 31 lipca 2021

Moim okiem: Canon i jego nowa „migawka”

     Cudzysłów stąd, że mimo swego wyglądu to nie żadna migawka, a migawkopodobna ruchoma osłona matrycy. Została ona zaprezentowana światu na razie wyłącznie jako zgłoszenie patentowe Canona. Pomysł jak pomysł, ale ważniejsze, że sugeruje on kierunek rozwoju bezlustrowców tego producenta. Ich dość wyjątkową cechą jest zamykanie migawki szczelinowej gdy odłączamy obiektyw. Zachowanie jak najbardziej na miejscu, bo „gołą” matrycę łatwo zabrudzić, a jak ma się mało szczęścia, to i uszkodzić. Ale po co matrycy ta nowa, druga osłona? Nie, nie druga, ona będzie jedyną. 

sobota, 24 lipca 2021

TEST: Sony FE 24-70 mm f/2.8 GM – no, to sprawdzam!

     Ten artykuł powstał na moje własne zamówienie, gdy okazało się że analogiczna Sigma 24-70/2.8 DG DN z poprzedniego testu LINK wcale nie wyszła tak super wspaniale jak się po niej trochę spodziewałem. Wyszła na piątkę z minusem, a ja uznałem że koniecznie należy sprawdzić co potrafi znacznie droższe konkurencyjne Sony. Znacznie, czyli 8500 zł Sony vs. 5400 zł Sigmy – ceny z początku lipca, sprzęt z polskiej dystrybucji, z uwzględnieniem aktualnego wówczas (dziś zresztą też) cashbacku za szkło Sony. Co – i czy w ogóle coś – dostaniemy dopłacając trzy patole? Może to tylko górka dla frajerów, którzy nie tkną kundla, bo muszą mieć firmowe szkło? O Sigmie jako kundlu wspominałem w podlinkowanym teście jej zooma, więc wiecie co mam na myśli. A może rzeczywiście dorzucając te pieniądze do pensji konstruktorów zooma Sony wsparliśmy ich pomysłowość, zmotywowaliśmy do sumienniejszej pracy, a oni odwdzięczyli się nam wspaniałym szkłem. Może tak, może siak. No, to sprawdzam!

środa, 14 lipca 2021

Sigma fp L – wrażenia z focenia

     Już chciałem zaczynać tytuł klasycznym „TEST:”, ale uświadomiłem sobie, że to nijak nie będzie pasowało do treści artykułu. To nie będzie test aparatu, choćby pobieżny. Takowego nawet nie planowałem popełnić. Moim celem było jedynie wykorzystanie czasu testowania sigmowskiego zooma 24-70/2.8 DG DN (LINK) na przyjrzenie się dziwactwu za jakie powszechnie uważa się Sigmę fp L. Czy aparat rzeczywiście zasługuje na to miano? Nie jestem pewien, na razie pozostańmy przy określeniu „oryginalny”.

środa, 7 lipca 2021

Między Sigmą, a Sigmą – wywiad z Kazuto Yamaki

     Pod koniec czerwca opublikowałem test Sigmy 24-70/2.8 DG DN, za tydzień będziecie mogli przeczytać obiecany artykuł z moimi wrażeniami po fotografowaniu Sigmą fp L, a teraz, między jednym a drugim podrzucam tematyczny przerywnik: wywiad z CEO Sigmy, Kazuto Yamaki.

     Jakoś lubię tego gościa, więc gdy gdzieś widzę opublikowany wywiad z nim, chętnie podlinkowuję go na blogu. Ale oczywiście nie dla owego lubienia, a z powodu DLA KTÓREGO go lubię. Czyli dlatego, że gada z sensem. Tym razem Kazuto Yamaki był przepytywany przez Barneya Brittona z DPReview, a wywiad dotyczył między innymi aparatów Sigma fp i fp L, technicznych aspektów napędu autofokusa, rozwoju fabryki w Aizu oraz negatywnych i pozytywnych skutków pandemii. Zapraszam! LINK DO WYWIADU

wtorek, 29 czerwca 2021

Nikon Z fc – w zupełnie starym stylu

     To nie żadne analogowe popłuczyny Fuji, czy Olympusa, a jednoznaczne nawiązanie do pięknego Nikona FM2. Zbliża się 40. rocznica jego premiery, więc powód jest oczywisty. Mi co prawda Z fc bardziej kojarzy się z wymarzonym FE2, do którego śliniłem się pod koniec lat 80-tych, ale w końcu nie kupiłem z powodu… wskazówki w wizjerze. W taki bowiem sposób ten Nikon sygnalizował wybrany czas naświetlania, a ja miałem zbyt świeże, bardzo niemiłe wspomnienia z użytkowania analogicznego w tym aspekcie Zenita TTL. Ale dzięki temu mam prostą odpowiedź na pytanie „dlaczego (wówczas) nie zostałem nikoniarzem?”. Dobra, do rzeczy: Nikon Z fc.

czwartek, 24 czerwca 2021

TEST: Sigma 24-70 mm f/2.8 A DG DN. Znowu piątka. Znowu z minusem.

     Długo narzekano na Sigmę, że nie prezentowała obiektywów zaprojektowanych specjalnie dla pełnoklatkowych bezlustrowców. Obecne były tylko „protezy”: z początku adapter MC-11 czyli EF / FE, a później także obiektywy lustrzankowe z tyłem obudowy przedłużonym dla dopasowania do krótszego rejestru bezlustrowców. Można to było jeszcze zrozumieć, póki chodziło wyłącznie o mocowanie Sony. Jednak te działania trwały nadal także po ogłoszeniu Aliansu L-Mount. Pierwszy tuzin szkieł z tym bagnetem to były „przedłużone” obiektywy lustrzankowe. Narzekania ustały gdy latem 2019 roku Sigma zaprezentowała pełnoprawne, bezlustrowe (i pełnoklatkowe) szkła DG DN: stałoogniskowe 45/2.8 i 35/1.2 oraz zooma 14-24/2.8. Wszystkie trzy były nowymi dla Sigmy kombinacjami ogniskowej i jasności. Natomiast pierwszym „znanym” zoomem był pokazany kilka miesięcy później właśnie 24-70 mm f/2.8, zakwalifikowany rzecz jasna do rodziny Art. I wcale mnie nie zdziwiło, że Sigma właśnie jego wybrała na pierwszą „powtórkę”.

poniedziałek, 14 czerwca 2021

Jak w koreańskim cyrku: nie było styków, są styki. Brawo Laowa!

     Venus Optics znowu nas ucieszyło. Tym razem nie nowatorską ideą, a pomysłem na unowocześnienie, czy lepiej uwspółcześnienie swoich już istniejących obiektywów. No, na razie tylko jednego, ale wszystko przed nami. I przed nimi.

     Pierwsza Laowa, która nie miała gołego bagnetu pojawiła się w 2018 roku. Była to setka makro o maksymalnej skali odwzorowania wynoszącej aż 2:1. Już trzecia taka w kolekcji Venus Optics. Co prawda stykami komunikacyjnymi oraz funkcją sterowania przysłoną z aparatu dysponowała wyłącznie wersja z mocowaniem Canon EF, ale nie było wątpliwości, że krok został wykonany w dobrym kierunku. Spodziewałem się, że po pierwszym Venus Laowa szybko uczyni kolejne, ale okazało się, że nie. Dopiero w 2020 roku pojawiły się dwa obiektywy ze stykami, tym razem do systemu Micro 4/3: pięćdziesiątka makro (oczywiście 2:1) oraz UWA 10 mm f/2. Gdy pojawił się ten szeroki kąt, pomyślałem że szkoda mojej ulubionej laowowskiej stałki Micro 4/3, czyli 7,5 mm. Gdyby pojawiła się ona na rynku teraz, a nie kilka lat temu, miałaby styki. Co prawda to stałka ulubiona jedynie platonicznie, choć jeśli kiedyś zacznę fotografować sprzętem tego systemu, na pewno ją nabędę.

     W Venus Optics usłyszano moje westchnięcie, pogłówkowano kilka miesięcy i stwierdzono: mówisz, masz. Taka właśnie była geneza ogłoszonego w zeszły piątek odmłodzonego C-Dreamera 7.5 mm F2.0 MFT. To właśnie on otrzymał styki oraz przysłonę sterowaną elektronicznie z aparatu. Skoro Venus Optics tak pogrywa, nie pozostaje mi chyba nic innego jak skończyć z tym Platonem i wejść w Micro 4/3.

     Styki oznaczają nie tylko przekazywanie informacji do nagłówka EXIF, ale też możliwość automatycznego dodawania korekcji wad optycznych w edycji zdjęcia oraz samoczynnego powiększania obrazu w wizjerze / na ekranie dla ułatwienia ustawiania ostrości. Żeby nie było za pięknie, przysłonę zubożono o dwa listki. Pierwotna wersja obiektywu miała ich siedem, nowa posiada ich tylko pięć. Malutko, ale w takim szerokim obiektywie, nie jest to bardzo istotna kwestia. Reszta konstrukcji, poza obudową nie posiadającą już pierścienia przysłon, wygląda identycznie. Milimetrowe różnice w wymiarach nie zmieniają faktu, że to mikroskopijne szkło. Liczy po mniej więcej 5 cm średnicy i długości, ma masę 165 g i korzysta z filtrów 46 mm. Miłym unowocześnieniem jest szerszy i głębiej żłobiony pierścień ustawiania ostrości. Nie znam polskiej ceny obiektywu, ale sugerowana na rynek amerykański jest chyba identyczna jak w przypadku pierwszej wersji, czyli 549 dolarów. Można by więc przypuszczać, że odmłodzona Laowa 7,5 mm nie będzie istotnie droższa od starszej. Nic nie wiem o dacie rynkowej premiery obiektywu, więc na pocieszenie podlinkowuję mój test pierwszej jego wersji.

środa, 9 czerwca 2021

Olympus PEN E-P7. Nie, nie rozumiem.

     Słychać było plotki o następcy PENa F. Fajnie! Olympus, znaczy OM Digital Solutions zapowiedział premierę jakiegoś sprzętu wow!. Jeszcze lepiej! Wreszcie pojawia się pierwsze, przecieknięte zdjęcie PENa E-P7, więc się cieszymy na cudo lub co najmniej świeży powiew. I co? Nic! A w każdym razie nie więcej niż pół czegoś. Czegoś ciekawego.

poniedziałek, 31 maja 2021

Co tam słychać u Nikona?

     Ta firma ostatnio rzadko trafiała na łamy mojego bloga. Do testu jakoś nic mi nie podeszło, a o nowościach… zaraz, jakich nowościach? Aż sam się zdziwiłem, gdy zorientowałem się, że od jesieni Nikon nie miał żadnej premiery sprzętowej. Ogłosił wówczas Nikony Z6 II i Z7 II, Nikkora Z 50/1.2 oraz 14-24/2.8. Z tym, że o ile obiektywy to rzeczywiście były zupełne nowości, o tyle oba bezlustrowce były jedynie odświeżeniem poprzedników. A w pewnych aspektach wręcz podciągnięciem do poziomu, który Nikony Z powinny prezentować od samego początku istnienia serii.

     I od jesieni cisza. Z drugiej strony, konkurencja też nie sieje nowościami, w każdym razie w kwestii aparatów. W ciągu tych kilku miesięcy gdy Nikon „milczał”, Canon również nabrał wody w usta, Sony pokazało tylko A1, i jedynie Fuji ogłosiło dwa modele: X-E4 oraz GFX 100S. Piszę tylko o Prawdziwych Nowościach, a nie odświeżeniach znanych już modeli. Tyle że te firmy, a także kilka innych, ogłosiły ze trzy tuziny nowych obiektywów. Żeby choć zmieścić się w statystykach, Nikon powinien dołożyć do tego zestawu ze trzy swoje szkła. Tego jednak nie uczynił. A może on tylko przyczaił się i niedługo sypnie nowościami?

środa, 19 maja 2021

TEST: 35/1.8, 35/2 i znowu 35/1.8, czyli Samyang, Sigma i Sony

     Po niedawnym teście wspaniałego Tamrona 35 mm f/1.4 wzięło mnie na te trzydzieści pięć milimetrów, i postanowiłem kontynuować temat. Tym razem z udziałem obiektywów Samyanga, Sigmy i Sony, jako że wszyscy ci trzej producenci mają w swej ofercie świeże lub wręcz bardzo świeże modele o tej właśnie ogniskowej, a wyposażone w mocowanie FE. Tym razem nie chodzi jednak o idealne i wzorcowe szkła f/1.4, a zgrabne i tanie (powiedzmy, tańsze) f/1.8-2. Co prawda test porównawczy trzech obiektywów oznacza dużo pracy i mało przyjemności z fotografowania, ale z drugiej strony omne trinum perfectum, stąd i zaszczyt z takiego testowania jest większy. Wziąłem się więc do roboty z uśmiechem na ustach i z ciekawością w sercu, co też tych trzech tenorów potrafi wyśpiewać. Uzupełnię, że obiektyw Sony miałem już okazję przetestować - link pod artykułem. Uznałem, że jednak warto dołączyć go do niniejszego testu po to, by mieć bezpośrednie porównanie z konkurencją. Szczególnie, że tamten test zrobiłem to na 42-megapikselowej matrycy Sony A7R III, a teraz miałem do dyspozycji coś ciekawszego...

środa, 5 maja 2021

YaMamOto Takie, czyli polish your Japanese

     Dwa miesiące temu opublikowałem na blogu artykuł z linkiem do filmu rodowitego Niemca tłumaczącego nam – choć bardziej to Angolom i innym Angolańskojęzycznym – jak prawidłowo wymawiać niemieckie marki sprzętu fotograficznego. Tym razem podrzucam smakowitszy kąsek: Japończyka wyjaśniającego jak mają brzmieć marki japońskie. Cóż w tym smakowitego? Otóż to, że Ignacy z Japonii kieruje swoje słowa wyłącznie do nas, Polaków. No, może i do innych nacji też, niemniej posługuje się przy tym językiem polskim. I to jak posługuje! Bezbłędna gramatyka, bogate słownictwo, płynność i swoboda wypowiedzi – aż miło posłuchać! No dobra, akcent ma jaki ma, ale w żadnym, nawet najmniejszym stopniu nie zakłóca to przekazu. Co ciekawe, gość nauczył się polskiego bardzo szybko, a co jeszcze ciekawsze, operuje nim swobodniej niż angielskim, którego uczy się znacznie dłużej. Próby startu do innych języków, w tym tak oryginalnych jak węgierski, czyli litewski, nie zakończyły się sukcesem. Widać ten polski jakoś Ignacemu podpasował. Warto zajrzeć na jego kanał na You Tube, ale tu podlinkuję wyłącznie film o tym jak wymawiać japońskie marki. Marki nie tylko fotograficzne, lecz warto posłuchać o wszystkich, bo nie wiadomo kiedy może nam się to przydać.

     Oglądając (a głównie słuchając) ten film, zauważyłem jak bardzo prawidłowo my, Polacy wymawiamy te japońskie słowa. Po chwili zorientowałem się jednak, że to jedynie pozór. Nam się tylko wydaje, że robimy to tak jak trzeba, natomiast słuchający nas Japończycy na pewno rwali by włosy z głowy. Uprzejmie się przy tym uśmiechając.

     Ale ogólnie rzecz biorąc, czyli na polskie ucho, to nie jest źle. Choć powszechnie nie radzimy sobie z jedną marką motocykli, jedną sprzętu foto (obie należy wymawiać po angielsku), i totalnie gubimy się przy pewnej marce monitorów. Zresztą sami posłuchajcie...



wtorek, 27 kwietnia 2021

Moim okiem: Zatoczyliśmy krąg, czyli nowa Sigma 35/1.4

     Trzydziestekpiątek ef-jeden-cztery nie brakuje na rynku. Są manualne i autofokusowe, zrobione głównie z plastiku oraz mocno metalowe, nastawione na plastykę zdjęć, bądź na ich techniczną jakość. Każdy znajdzie model który mu pasuje. Wśród nich jest jeden, który na miano legendy może nie zasługuje, ale wzorca, czy też odnośnika to już na pewno. Mam na myśli Sigmę 35 mm f/1.4 DG HSM Art. Prezentacja tego obiektywu, która miała miejsce niemal dekadę temu, okazała się ważną cezurą w historii układu sił na rynku producentów optyki fotograficznej. Mniejsza nawet o to, że 35/1.4 Art był pierwszym obiektywem zgodnym z filozofią Global Vision, choć i to z pewnością zmieniło sposób postrzegania Sigmy i jej produktów. Znacznie ważniejsze, że był to wspaniały obiektyw, który wówczas, jesienią 2012 roku mocno namieszał na rynku. Bo jak tu żyć z faktem, że Sigma wyprodukowała szkło, któremu Nikon i Canon mogą najwyżej wyczyścić przednią soczewkę? I czy w tej sytuacji obiektywy Sigmy jeszcze wypada nazywać kundlami?

wtorek, 13 kwietnia 2021

Trójka zamiast jedynki, czyli Canon przygotowuje niespodziankę [+ aktualizacja]

     Po Canonie wszyscy(śmy) się spodziewali „jedynki”, a wygląda że zamiast EOSa R1 objawi się R3. Tylko czemu on taki wielki? Skoro już „3”, to mógłby być jednak bez zintegrowanego gripa.

    O samym aparacie nie wiadomo na razie nic więcej poza tym co widać na zdjęciu. Zintegrowany grip, to raz. Dwa, przycisk (a nie pokrętło) po lewej stronie aparatu oznacza „jedynkowy” system obsługi. Czy tylko jedynkowy? Nie, przyciski po lewej miał przecież także EOS-3. Co dobrze tłumaczy oznaczenie nowego modelu, a mi od razu przyszło do głowy, że Canon pokaże ciężki krążownik zamiast pancernika. Nie, to nie mój pomysł, a trawestacja tytułu dawnego artykułu Jarka Brzezińskiego w Foto Kurierze, w którym porównywał właśnie EOSa-3 i EOSa-1V.

środa, 7 kwietnia 2021

Sony – drobna zmiana nazwy, duża zmiana kursu?

     Niby nic, jedna literka, ale pachnie rewolucją. Dwa modele małoobrazkowych bezlustrowców Sony zostały po cichu „odnowione”. ILCE-A7RM3 oraz ILCE-A7RM4, czyli – po naszemu – A7R III i A7R IV będą teraz produkowane jako ILCE-A7RM3A i ILCE-A7RM4A. Pod tym dodanym „A” kryją się bogatsze w piksele wyświetlacze. Będą one miały po 2,36 mln pikseli w miejsce dotychczasowych 1,44 miliona. Bez dwóch zdań, tylko się cieszyć! Nowe ekrany spowodowały symboliczny spadek liczby zdjęć, które da się wykonać z naładowanego w pełni akumulatora. Drugą zmianą, też symboliczną, ale w bardziej dosłownym znaczeniu tego słowa, jest zniknięcie z ramki tych ekranów logo Sony. Dziwne. Poza tym oba aparaty otrzymały gniazda USB standardu 3.2.