Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obiektyw do Canona. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obiektyw do Canona. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 czerwca 2024

Premiera nieoczekiwana: Canon RF 35mm F1.4L VCM

     Wczoraj wieczorem, a może i dziś, bo w Japonii było już dziś, Canon ogłosił wprowadzenie na rynek jasnej trzydziestkipiątki RF. Tego oczywiście wszyscy oczekiwali, bo jak długo można ciągnąć system jedynie za pomocą 35 mm f/1.8? Jednak spodziewałem się szkła f/1.2, bo takie lepiej wpisywałoby się w aktualne trendy. Canon pograł jednak inaczej. Z jednej strony bardziej tradycyjnie trzymając się otworu f/1.4, z drugiej tworząc obiektyw hybrydowy, mający równie dobrze sprawować się przy fotografowaniu, jak i przy filmowaniu.

środa, 13 grudnia 2023

TEST: Canon EF 50 mm f/1.4 USM. Nadal w formie.

     Wziąłem się za „pięćdziesiątki”, bo ostatnio jakoś mi podpasował ich kąt / sposób widzenia. Dość dawno miałem okazję przetestować RF 50/1.2, więc teraz ugryzłem temat z przeciwnej strony skali cen, czyli od RF 50/1.8. Jego test ukazał się na blogu miesiąc temu, a obiektyw jakoś mnie nie zachwycił, delikatnie rzecz ujmując.

     Szukając kolejnych klientów do golenia pomyślałem o canonowskich szkłach EF. Zanim zacząłem kombinować skąd by wytrzasnąć 50/1.0 albo choćby 50/1.2, okazało się, że w wypożyczalni polskiego Canona mieszka sobie EF 50/1.4. Niby emeryt, ale jak widać nadal na chodzie. Nie wahałem się ani chwili, przejąłem go wraz z EOSem R5. Że będę strzelał do staruszka (czy może staruszkiem?) z grubej rury? Niby tak, wymagania są spore. Ale skoro niemal równolatek, 135 mm f/2 L całkiem dobrze radzi sobie na wysokorozdzielczych matrycach, więc może i ta pięćdziesiątka – choć nie eLka – wypadnie przyzwoicie? Inna sprawa, że część zdjęć i tak robiłem EOSem RP, którym fotografuje mi się przyjemniej niż R5, a w teście mniej mi nawet chodziło o szczegółowość zdjęć, a ogólną kulturę pracy obiektywu. Tak zresztą, jak i we wcześniejszym teście obiektywu RF 50/1.8.

czwartek, 28 września 2023

TEST: Canon RF 85/1.2 DS – i cóż że za ciężki?

     Formalnie: Canon RF 85mm F1.2L USM DS. Powszechnie kojarzony jako wielki, ciężki i głośny, bo to pierwsze wymieniane w testach wady tego obiektywu. A, i że z powodu gabarytów i masy nijak nie pasuje do bezluster Canona obecnych na rynku w momencie jego rynkowej premiery, a więc w październiku 2019 roku. Czyli EOSów R i RP. Liczyłem, że uda mi się przetestować to szkło na Canonie R5, ale wypożyczalnia Canona akurat nie miała go na składzie. Cóż było robić, sparowałem go z „zupełnie niepasującym”, ale za to posiadanym EOSem RP. I od tamtego momentu aż do teraz nie wiem o co chodzi z tym niezgraniem.

środa, 31 maja 2023

TEST: Canon RF 70-200mm F2.8L IS USM – zróbmy to inaczej!

     Świat aż zatchnęło, gdy Canon pokazał pierwsze zdjęcia tego obiektywu. Miał czerwoną obwódkę, był biały jak trzeba, ale krótszy o dobrych kilka centymetrów od innych 70-200/2.8. To już nie było 20 cm, czy nawet więcej, a skromne 15. Ciekawość rosła nadal gdy wybrańcy mogli dotknąć makiety obiektywu. Pierścienie nie kręciły się, więc nie dało się stwierdzić, wysuwa się on, czy nie. Dopiero oficjalna premiera ujawniła, że jednak wysuwa, czyli Canon zrezygnował z „zamknięcia” tego zooma. To rewolucyjne posunięcie, bo jak kojarzę, wszystkie dotychczasowe autofokusowe szkła 70(80)-200 mm f/2.8 miały zarówno wewnętrzne ogniskowanie, jak i wewnętrzne zoomowanie. Tym razem postawiono na zmniejszenie gabarytów oraz ciężaru, rezygnując ze stałej długości obiektywu. To Canonowi nawet nieźle wyszło, co widać i czuć już przy pierwszym kontakcie z tym szkłem. 

poniedziałek, 20 czerwca 2022

TEST: Canon RF 35 mm F1.8 IS STM Macro – takie małe nic, a jednak cieszy

     Ten obiektyw pozostał mi jako ostatni nieprzetestowany z pierwszej serii canonowskiej optyki RF pokazanej latem 2018 roku wraz z EOSem R. Sprawdziłem już i opisałem na blogu jak sprawuje się uniwersalny zoom 24-105/4 LINK, jaśniutki standard 50/1.2 LINK oraz jeszcze jaśniejszy – jak na zooma – 28-70/2 LINK. Na koniec kolejki trafiła nietypowa krótka i jasna makrówka.
     No, z tym makro to oczywiście spora przesada, ale maksymalna skala odwzorowania testowanego szkła, wynosząca 1:2 jest już na tyle duża, że przymykam oko i nie marudzę. Z drugiej strony, obiektywy chwalące się skalami 2:1 – OK, na razie tylko Laowy – przestały być rzadkimi ptaszkami, więc w zasadzie już trochę wstyd nazywać makrówkami szkła nie osiągające nawet 1:1.
     Z trzeciej strony, RF 35/1.8 to najjaśniejszy na rynku obiektyw z taką skalą odwzorowania. Inna sprawa, że dość wiekowy, APSowy Tamron 60 mm f/2 osiągający 1:1 był większym wyzwaniem konstrukcyjnym. Niemniej f/1.8, to f/1.8, a nie jakieś tam marne f/2.
     Przy tym wszystkim Canonowi udało się dołączyć do tych cech jeszcze nieduże rozmiary i bardzo zachęcającą cenę. Nie za dużo tego szczęścia? Przecież niemożliwe, by wszystko wyglądało tak pięknie. Istotne jest czy tylko zobaczymy rysę na wizerunku, może ten obiektyw potknie się, a czy wręcz poleci na pys… albo ładniej: osłonę przeciwsłoneczną?

poniedziałek, 28 września 2020

TEST: Canon RF 600 mm f/11 IS STM – nie taki diabeł straszny…

     …jakim go namalowałem w dyskusji pod artykułem napisanym tuż po premierze canonowskich superciemnych supertele RF 600/11 i 800/11. Jeśli nie chce wam się tam zaglądać, streszczę: póki światła dużo, nie będzie problemów, a jeśli ciut mniej, to zakres zastosowań gwałtownie spada. Producent rzecz jasna o tym nie informuje, a potencjalni chętni na tanie supertele często nie zdają sobie sprawy co znaczy połączenie ogniskowych 600 / 800 mm i jasności (ciemności) f/11. To rodzi u mnie pewność, że wkrótce pojawi się spore grono byłych, krótkotrwałych użytkowników wieszających psy na tych obiektywach. Może warto by ich ostrzec, czy lepiej: uświadomić? 

     Stąd prosta droga do pomysłu przetestowania któregoś z nich. Obiektywów, znaczy, nie użytkowników. Przetestowania by pokazać co się nimi da fotografować, a czego lepiej unikać. A może, ale to tkwiło wyłącznie głęboko w mojej podświadomości, by zorientować się że zupełnie nie mam racji, i współcześnie kombinacja supertele i światła f/11 jest w pełni użyteczna w każdych warunkach. Plus oczywiście sprawdzić jak obiektywy wypadają pod względem jakości tworzonych zdjęć. Wiecie, rozdzielczość, winietowanie, aberracje itd. Takie tam technikalia, które może też kogoś zainteresują.

     Było mi właściwie wszystko jedno, który z tele-bliźniaków przetestuję. Trafiła mi się „sześćsetka”, do tego na króciutko, gdyż wcisnąłem się Canonowi między jakieś dwa długoterminowe wypożyczenia. Tak więc 600 mm – niestety! – w towarzystwie klasycznego EOSa R, a nie któregoś z najnowszych Canonów R5 / R6. Nie dało się, na razie kolejka do ich przetestowania jest zwarta i dłuższa niż stąd do wnętrzności, jak mawiał pewien CK chirurg. Grünstein, czy jakoś tak.

     Jest jak jest, czas napisać co też ten obiektyw potrafi. A czego nie. Zapraszam!

niedziela, 9 sierpnia 2020

TEST: Canon RF 24-240 mm f/4-6.3 IS USM. Wakacje? Czyli test superzooma jak znalazł!

     Jak to u mnie na blogu, czas okołowakacyjny oznacza zwiększone prawdopodobieństwo pojawienia się testów tego typu obiektywów. W takich okolicznościach właśnie superzoom najbardziej mi pasuje, więc wykorzystuję własne wyjazdy by protestować ulubione szkła. Oczywiście zdaję sobie sprawę że inni w analogicznych sytuacjach wolą plecak stałek lub kieszonkowego kompakta. Rozumiem ich, ale naśladuję tylko czasami i jedynie połowicznie. Znaczy, gdy zdarza mi się zabrać na wakacje jedynie kompakta, bo z plecaka stałek na wakacje już wyrosłem.

     Tym razem kompakt – choć wcale nie kieszonkowy – stanowił jedynie wyposażenie awaryjne, a podczas wakacyjno-testowego wyjazdu fotografowałem jedynie Canonem EOS R z przymocowanym na stałe tytułowym zoomem. Wiem, do takiego spacerowego szkła lepiej pasowałby EOS RP. Tak się jednak złożyło, że jego wykorzystałem rok temu podczas testu zooma RF 24-105 mm f/4L IS USM. Tym razem chciałem więc pofotografować poważniejszym modelem. Przy okazji podrzucam jeszcze jeden LINK, dotyczący superzooma już przetestowanego przeze mnie w tym sezonie wakacyjno-wyjazdowym, olympusowego M.Zuiko 12-200 mm f/3.5-6.3.
     Teraz zapraszam do testu canonowskiego szkła, do którego zdjęcia pochodzą ze świeżo (i za późno) odkrytej przeze mnie pięknej Suwalszczyzny. Szeroko pojętej, wręcz bardzo szeroko, więc nie zdziwcie się widząc kadry choćby z Druskiennik.

poniedziałek, 18 listopada 2019

TEST: Canon EF-M 32 mm f/1.4 STM, czyli szczyt niepozorności.


     32 mm… co za dziwną ogniskową Canon sobie wydumał?! Cóż, przy APSowym cropie 1,6× właśnie tyle trzeba, żeby trafić w odpowiednik małoobrazkowego standardu, czyli 50 mm. Choć uświadomiłem sobie, że już wcześniej Zeiss wymyślił właśnie 32 mm do APSowych bezlustrowców Fuji i Sony. Chodzi oczywiście o Touita 32 mm f/1.8. 
     A wiecie, ten standardzik Canona jest bardzo zeissowski w stylu! Tak po zeissowsku niepozorny, że trzeba go dwa razy zamontować do aparatu, żeby być pewnym że już tam siedzi.

czwartek, 31 października 2019

TEST: Laowa 9 mm f/2.8 Zero-D – kompozycja (prawie) idealna.


     Cacuszko, perełka, maleństwo… to określenia świetnie pasujące do tego szkiełka. Równie dobrze nadawały się do opisania wyglądu i charakteru testowanej przeze mnie rok temu Laowy 7,5 mm f/2 MFT. Jeszcze jaśniejszej, ale przeznaczonej do aparatów z matrycą Micro 4/3. Teraz biorę na warsztat obiektyw APSowy, ale także zaprojektowanej dla bezlustrowców. Przy tym ciut szerzej widzący, ale dla odmiany o działkę ciemniejszy. I pewnie przez to równie malutki i sympatyczny przy pierwszym kontakcie. Ogniskowa 9 mm to pod względem kąta widzenia odpowiednik okolic małoobrazkowych 14 mm – ciut mniej gdy przetwornik ma crop 1,5×, nieco więcej dla 1,6×. Sam korzystałem z węższej opcji, gdyż jako platformy testowej używałem Canona EOS M6 Mark II. Było w tym trochę przypadku, gdyż Fox Foto, dystrybutor obiektywów Laowa akurat miał wolny tylko egzemplarz z mocowaniem EF-M. Ale wcale nie żałuję, gdyż dzięki temu mogłem sprawdzić jak ta Laowa sprawdza się na najgęstszej na rynku, 32-megapikselowej matrycy APSC.

środa, 25 września 2019

TEST: Canon RF 24-105 mm F4 L IS USM – klasycznie uniwersalny


     Nazwa obiektywu i zawarte w niej symbole mówią same za siebie. To klasyczny, wszechstronny zoom, czasem zwany uniwersalnym, czasem spacerowym, czasem kotleciarskim. Szkło najczęściej wybierane w sytuacjach gdy idzie się fotografować na lekko, z jednym aparatem i jednym obiektywem. Jasne, są tacy, którzy preferują 24-70/2.8 i tacy, którzy wolą stałkę. Ale zakres 24-105 mm i jasność f/4 to typowa typowość i klasyczna klasyczność. Wprowadzona zresztą właśnie przez Canona w 2005 roku jako para do jeszcze bardziej klasycznego EOSa 5D. Ten zakres ogniskowych i światło zostały powtórzone w analogicznym, lustrzankowym zoomie Sigmy oraz w obiektywach Sony i Panasonica przeznaczonych już dla ich małoobrazkowych bezlustrowców. Z kolei Nikon szarpnął się na szerszy przedział kątów widzenia projektując zooma 24-120 mm, przy tej samej jasności f/4, rzecz jasna. Canon nie spał w czasie gdy konkurenci powtarzali jego pomysł. W 2016 roku pokazał drugą, oczywiście jeszcze lustrzankową, wersję swojego zooma. W zeszłym roku pojawiła się wersja RF należąca do pierwszej czwórki szkieł ogłoszonych wraz z bezlustrowym EOSem R i stanowiąca podmiot tego artykułu. Tak więc jest to już trzecia wersja canonowskiej klasyki, liczę że dopracowana do granic Luksusowości.

środa, 12 grudnia 2018

TEST: Canon EF 50 mm f/1.8 STM – kolejny Kopciuszek do kolekcji


     Za kilka tygodni startuje karnawał. Jak karnawał, to bale. Jak bal, to – wiadomo – Kopciuszek staje się osobą bardzo pożądaną. Nic dziwnego, że właśnie zimą nachodzi mnie chętka na testowanie takich właśnie Kopciuszków optyki. Z pozoru nie wartych zainteresowania, słabo reklamowanych przez producentów, dla niepoznaki kryjących się na niskich półkach cenowych, ale znacznie zyskujących po bliższym poznaniu. W ten sposób rok temu „odkryłem” świetnego Canona EF-S 10-18 mm f/4.5-5.6 IS STM (TEST), a kolejne dwa lata wcześniej Panasonica 25 mm f/1.7 (TEST).
     Tej zimy postanowiłem przetestować jeszcze tańszy i jeszcze bardziej niepozorny obiektyw. Teraz przyszło mi do głowy, że trudno nawet nazwać go Kopciuszkiem. On był tylko jeden, a 50/1.8 STM Canona to taki „wróbel galaktyki” – kto czytywał Konrada Fiałkowskiego, ten wie. Tych najnowszych pięćdziesiątek Canona używa mnóstwo osób. Kupują to szkło, bo jest bardzo, bardzo tanie. Dlatego mało kto zwraca uwagę, czy przy okazji jest dobre albo choć przyzwoite optycznie. Ja postanowiłem to sprawdzić. Testów tego obiektywu jest w sieci sporo, ale gdy je przejrzałem, znalazłem tylko jeden wykonany na aparacie z matrycą o dużej rozdzielczości. Jednak ów test, wykonany przez DxO Mark, to tylko cyferki, tabelki i wykresy, a zdjęć ani śladu.
     Zapakowałem więc do torby obiektyw w towarzystwie aparatu „Zorka” 😉 5 (DsR) i wybrałem się w plener. Rzecz jasna po to, by zrobić kilka zdjęć. Nie, nie zgadliście! Halę Mirowską ominąłem.